Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Kwestia winy - ebook

Wydawnictwo:
Data wydania:
2 czerwca 2021
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment
31,90

Kwestia winy - ebook

Jakub Drzewiecki, policjant drogówki, zostaje kilkukrotnie pchnięty nożem niedaleko swojego domu. Przy ciele sprawca zostawia figurkę Lego. Na miejsce zbrodni przyjeżdżają Tomczyk i Gniewosz, którzy rozpoczynają poszukiwania mordercy.

Tydzień później w jednym z warszawskich parków Hubert Kamiński – właściciel agencji reklamowej – podczas porannej przebieżki zostaje zaatakowany szklaną butelką. Ginie na miejscu. Podczas oględzin Górska i Chudy znajdują przy jego ciele miniaturową futbolówkę.

Co stanowi przyczynę obu zdarzeń? I czy to możliwe, że morderstwa są ze sobą jakoś powiązane? Agata Górska i Sławek Tomczyk łączą siły, by znaleźć sprawcę, zanim kolejna osoba straci życie.

 

Książkę polecają:

Kwestia winy to coś więcej niż dobry kryminał. Poza tym, że jest emocjonujący i wciągający jak serial, od którego trudno się oderwać, zwraca uwagę na istotne kwestie społeczne. Brawa dla autorki!

Magdalena Stużyńska

Lektura powieści Małgorzaty Rogali to gwarancja zagadki charakterystycznej dla klasycznego kryminału oraz emocji rodem z thrillera psychologicznego. Seria o warszawskich policjantach od dawna zajmuje w mojej biblioteczce półkę „ulubione”.

Tomasz Radochoński, Nowalijki

Kategoria: Kryminał
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-66657-93-9
Rozmiar pliku: 596 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ 1

Wiosna 2022

W chwili, gdy ostatni dokument trafił do akt sprawy, aspirant Jakub Drzewiecki skończył tego dnia pracę. Z myślą, że od kilku godzin powinien być już w domu, opuścił budynek wydziału ruchu drogowego policji przy Waliców, wsiadł do czteroletniej kii i ruszył Grzybowską w stronę centrum. Był wieczór i ruch na ulicach zmalał, ale miasto nie szykowało się do snu. Ludzie, przemieszczając się pieszo, autami lub środkami komunikacji miejskiej, wracali z popołudniowych zmian albo jechali na nocny dyżur, robili zakupy w jeszcze otwartych sklepach, wybierali się na spotkania z przyjaciółmi. Policjant, wciąż z głową pełną obrazów i dźwięków, przecinał kolejne przecznice najpierw na Jana Pawła II, potem na Chałubińskiego, aż dotarł do skrzyżowania z aleją Armii Ludowej. Tam skręcił w lewo i minąwszy GUS, poczuł, że napięcie w jego mięśniach wreszcie spada, ustępując miejsca wszechogarniającemu znużeniu. Teraz jedyne, o czym marzył, to wypić zimne piwo. Miał nadzieję, że Grażyna pamiętała nie tylko o kupieniu kilku puszek, ale również o włożeniu ich do lodówki. Jakub nie znosił ciepłego browaru.

Po ostatniej kłótni między nim a żoną było lepiej, przeprosił, starał się, jak mógł, przyniósł kwiaty i wino, zapalił świece do kolacji. Chciał, żeby i ona również dała coś od siebie, wykazała minimum inicjatywy, pomyślała o jego potrzebach. Czy wymagam zbyt wiele po wielogodzinnej harówce? – spytał sam siebie, wjeżdżając na most Łazienkowski, i odbiegł myślami do wydarzeń kończącego się dnia, który niewiele różnił się od innych. Rano odprawa u zastępcy naczelnika, później pierwsze wezwanie do kraksy. Stłuczka seata i forda, bez rannych, bez uszkodzeń aut, za to z kierowcami przedstawiającymi sprzeczne wersje zdarzenia i gotowymi skoczyć sobie do gardeł. Jakub jeszcze miał dobry humor, ponieważ o świcie, zaraz po przebudzeniu, Grażyna nie tylko nie odmówiła mu swoich wdzięków, lecz również spełniła wszystkie jego prośby. Na myśl o łóżkowych figlach wciąż czuł miłe pulsowanie w lędźwiach, więc z braku wystarczających dowodów na prawdomówność jednego lub drugiego uczestnika zajścia łaskawie dał im możliwość wybrania kary: mandat dla każdej ze stron lub dwa wnioski do sądu. Obaj wskazali drugą opcję, przekonani, że przed obliczem wymiaru sprawiedliwości dowiodą swoich racji. Idioci!

Po godzinnej przerwie wezwania zaczęły nadchodzić jedno za drugim, a Drzewiecki stopniowo tracił humor i cierpliwość. Ucieczka z miejsca wypadku, krótki pościg i zatrzymanie sprawcy, wyprzedzanie na pasach, nietrzeźwość, przekraczanie prędkości, groźby pod adresem funkcjonariuszy, dwa roztrzaskane samochody, ale bez ofiar śmiertelnych, udzielenie pierwszej pomocy przy zasłabnięciu za kierownicą i pyskujący dwudziestolatek, któremu Jakub miał ochotę dać w ucho. Dzień jak co dzień, pomyślał, gdy karał mandatem bezczelnego studenta, rozbijającego się mercedesem za forsę tatusia, po czym odnotował z zadowoleniem, że zbliża się koniec zmiany. Niestety, pół godziny przed czasem on i jego partner dostali wezwanie do kolejnego wypadku. Fiat sprasowany przez dwa samochody ciężarowe, pomiędzy którymi utknął, trzy trupy, jedna osoba ranna. Krew, szkło, zmiażdżony metal. Dla rodzin martwych osób dramat, dla niego i kolegów – zamiast powrotu do domu o normalnej porze – zabezpieczanie śladów, przesłuchiwanie świadków, wypełnianie papierów. A później walka z wyświetlającymi się pod powiekami drastycznymi obrazami z miejsca zdarzenia.

– Pieprzona robota – mruknął pod nosem Drzewiecki, wjeżdżając na słabo oświetlony plac w pobliżu bloku, w którym mieszkał od lat. Niekiedy obiecywał sobie, że pomyśli o parkingu strzeżonym, ale najbliższy był w odległości odpowiadającej kwadransowi marszu. Policjant, przekonany, że każdego dnia dostarcza sobie wymaganą dawkę ruchu, nie miał motywacji do zmiany. Teraz wcisnął szarą kię między peugeota i audi, zgasił silnik i potarł napiętą skórę czoła i skroni. Zmęczony po kilkunastu godzinach służby, pragnął jedynie położyć się na kanapie przed telewizorem, zmieniać kanały, pić żubra i zapomnieć o zmasakrowanych ciałach ofiar wypadku. Miał nadzieję, że żona nie będzie mu znów wypominać nienormowanego czasu pracy, braku możliwości zaplanowania czegokolwiek i niskich zarobków. Szczerze mówiąc, liczył na to, że Grażyna już śpi.

Wyszedłszy z samochodu, Jakub wyjął z kieszeni bluzy wymiętoszoną paczkę L&M-ów, wysupłał jednego, przypalił. Zaciągnął się mocno i wydmuchał kilka kółek dymu.

– Przepraszam, ma pan ogień? – Tuż obok zmaterializowała się postać w kurtce z kapturem i papierosem trzymanym w palcach. Aspirant bez słowa pstryknął zapalniczką. – Dzięki, dobrego wieczoru. – Palacz odszedł w kierunku zaparkowanych aut, zostawiając za sobą szary obłok.

Nie trudząc się, by odpowiedzieć, Drzewiecki zrobił dwa kroki w stronę krawężnika. W tym momencie bardziej wyczuł, niż usłyszał, że ktoś jest za jego plecami, lecz nim w jakikolwiek sposób zareagował, dźgnięcie w okolicę łopatki odebrało mu dech, a ostry ból pozbawił go orientacji i sił. Kaszląc od dymu, którego nie zdążył wydmuchać, próbował utrzymać równowagę i zmusić ciało do ruchu, chciał się bronić lub uciec, jeśli zdoła, lecz w tym momencie napastnik, nie dając mu sekundy na decyzję, zadał drugi cios z przodu, wbijając ostrze w górną część żeber. Przed oczami Jakuba rozbłysły jasne punkty. Upadł na kolana i balansował na nich przez chwilę, po czym przewrócił się na ziemię i na moment zastygł. Intruz pochylił się nad nim, spojrzał mu w oczy, coś do niego powiedział i odszedł bez pośpiechu. Drzewiecki nie zrozumiał wypowiedzianych słów. Krztusząc się krwią, walczył o oddech. Próbował zmusić słabnący organizm do wysiłku, żeby doczołgać się do miejsca rozjaśnionego światłem latarni, lecz zdołał jedynie wyciągnąć rękę przed siebie. Tracił ostrość widzenia, miał wrażenie, że spowija go mgła, która stopniowo gęstnieje i przybiera ciemniejszą barwę. Wydawało mu się, że słyszy jakiś głos, widzi zarys sylwetki, czuje na ramieniu dotyk. Chwilę później paraliżujący ból ustąpił, a Jakub poczuł ogarniającą go senność. Głowa opadła mu na zgięte ramię, a oczy znieruchomiały.

***

Zgłoszenie nadeszło, gdy Tomczyk kończył popołudniową zmianę. Wraz z obecną partnerką, która niedawno dołączyła do zespołu, właśnie zamknął śledztwo w sprawie zabójstwa współwłaściciela firmy produkującej galanterię skórzaną. Wspólnik ofiary, działając z zamiarem zatuszowania zbrodni i wyłudzenia odszkodowania od firmy ubezpieczeniowej, podpalił halę z materiałami i sprzętem do pracy, narażając dodatkowo na niebezpieczeństwo utraty życia pracownicę przypadkowo obecną na terenie zakładu. To dzięki niej, gdy lekarze dokonali już niemożliwego i kobieta wróciła do świata żywych, policjanci wpadli na nowy trop, zdobyli obciążające dowody i wczoraj zatrzymali podejrzanego. Na dziś pozostała zaś najbardziej nielubiana część zawodowego życia – kompletowanie papierów.

– Egipska, zwłoki mężczyzny na placu parkingowym – zameldował oficer dyżurny, po czym podał dokładny adres miejsca zdarzenia. – Chłopaki z patrolu mówią, że pełno krwi. Monika czeka na ciebie na dole.

– Ale…

– Nie mam kogo wysłać, wszyscy w terenie. – Kolega przerwał próbę protestu. – Ludzi brakuje.

– Dobra, przyjąłem. – Sławek rad nierad napisał do Agaty SMS-a, że wróci później, i skierował kroki do wyjścia.

Podkomisarz Gniewosz stała oparta biodrem o drzwi auta i trzymała przy uchu telefon, w milczeniu słuchając swojego rozmówcy. Na widok komisarza podniosła drugą rękę w powitalnym geście i zajęła fotel pasażera. Tomczyk uruchomił silnik i przez następne kilka minut prowadził w milczeniu, obserwując przez szybę ulice rozjaśnione blaskiem latarni i światłem bijącym z okien mieszkań. Mimowolnie lustrował licznych, mimo późnej pory, przechodniów i mijające go samochody, wiedząc, że podczas przemieszczania się autem w zupełnie innym celu może trafić na uliczną bójkę czy próbę napadu lub włamania. W połowie odcinka między placem Bankowym a rondem Dmowskiego zorientował się, że Monika rozmawia z córką. Była coraz bardziej poirytowana, a szmer płynącego do jej ucha potoku pretensji zaczął docierać i do niego. Zerknął spod oka na koleżankę, a ona w tym momencie ucięła temat krótkim poleceniem i się rozłączyła.

– Nastolatki! – prychnęła, chowając komórkę do kieszeni. – Potrafią wykończyć najspokojniejszą osobę.

– Coś o tym wiem. – Sławek parsknął śmiechem.

– Ty? – Policjantka uniosła brwi. – Twoje chyba jeszcze za małe.

– Mam na myśli moją najmłodszą siostrę – rzekł, hamując przed skrzyżowaniem z Alejami Jerozolimskimi. – Kinga trafiła się rodzicom dość późno i funkcjonowała trochę jak jedynaczka. Nie masz pojęcia, ile krwi napsuła matce i ojcu, zanim… – Nagły skurcz gardła uniemożliwił mu dokończenie wypowiedzi.

– Zanim została uprowadzona? – dokończyła Gniewosz.

– Tak. W klasie maturalnej. Tamto zdarzenie bardzo ją zmieniło. I nas wszystkich, całą rodzinę.

Tomczyk odbiegł myślami do Kingi. Po tym, jak grupa komisarza Osy wyrwała ją z rąk handlarzy ludźmi, ratując przed losem seksualnej niewolnicy, dziewczyna porzuciła zamiar studiowania filologii klasycznej, o czym marzyła podczas nauki w liceum, i złożyła dokumenty w dziekanacie wydziału psychologii. Jakiś czas po obronie pracy magisterskiej odpowiedziała na ogłoszenie zamieszczone na internetowej stronie stołecznej policji i wzięła udział w procesie rekrutacji kandydatów do pracy, który zakończył się dla niej sukcesem. Zaliczyła wymagane testy, złożyła ślubowanie, otrzymała stopień posterunkowej i trafiła na kilkumiesięczny kurs w szkole policji.

Sławek od początku był przeciwny tej decyzji, podzielając zdanie Agaty, że Kinga kieruje się emocjami i chce w szeregach stróżów prawa uporać się z traumą związaną z porwaniem. Temu samemu służyły studia psychologiczne. Wiele osób podejmujących naukę na tym kierunku żywiło przekonanie, że uczestnictwo w zajęciach akademickich mających na celu zgłębianie tajemnic ludzkiej natury i zachowań pomoże im rozwiązać problemy, z którymi się borykają. Później, z upływem kolejnych lat, stopniowo docierało do nich, że byli w błędzie, zaczynali rozumieć, że studiowanie psychologii nie jest wydłużoną sesją terapii, kończącą się uzdrowieniem duszy, lecz stanowi początek drogi, dając wiedzę, którą można wykorzystać na wiele różnych sposobów. Kinga również zdała sobie z tego sprawę. Chciała kształcić się dalej i zwiększać zakres swoich kompetencji, ale nie po to, by świadczyć usługi dla zagubionych w życiu, lecz po to, by zamykać w więzieniu tych, którzy handlują kobietami i dziećmi na rzecz rynku usług erotycznych, a także by demaskować ludzi wspierających przestępców zaangażowanych w seksbiznes.

– Zamierza pracować z Frankiem Osą, swoim wybawcą – powiedział Sławek, przerywając milczenie, gdy zjechali z Trasy Łazienkowskiej i skręcili w prawo, w Saską, która płynnie przeszła w Egipską. – Na razie jeździ w patrolu, ale nie ukrywa celu, do którego dąży.

– Rozumiem. – Monika rzuciła mu spojrzenie z ukosa. – A wy wszyscy wolelibyście, żeby nie wykonywała tej parszywej roboty, która prędzej czy później zacznie ją wyniszczać – bardziej stwierdziła, niż spytała. – Skąd ja to znam? – ciągnęła. – Narobi się jak głupia kosztem zdrowia, zarwie niezliczone noce, zapomni o urlopie, żeby tylko dorwać gnoja, który zrujnował życie dziesiątkom dziewczyn. A później prokurator wypuści typa z aresztu albo sędzia da mu trzy lata odsiadki i łajza wróci do biznesu z jeszcze większą determinacją, żeby się odkuć.

– Otóż to. Kinga nie ma świadomości, że służba złamie jej serce bardziej niż jakikolwiek chłopak, jeśli w ogóle któremuś zaufa po tym, co ją spotkało. – Tomczyk zwolnił na wysokości budynku, gdzie wciąż od lat mieściły się księgarnia Domu Książki i biblioteka publiczna, minął znajdujące się po drugiej stronie ulicy targowisko, po czym skręcił w lewo i wjechał w plątaninę osiedlowych uliczek. Niebawem zobaczył oświetlony fragment placu pełnego samochodów i kręcących się tam ludzi w kombinezonach. Zatrzymał auto przy krawężniku i wyłączył silnik. Za taśmą odgradzającą miejsce zdarzenia stali okoliczni mieszkańcy, prawdopodobnie właściciele zaparkowanych pojazdów. Sądząc z ich wyglądu, niektórzy wyszli z domów tak jak stali, w kapciach i piżamach, narzuciwszy jedynie na siebie kurtki lub płaszcze.

– No, dobra – mruknął Sławek, wysiadając. – Sprawdźmy, co tutaj mamy – zaproponował i poszedł pierwszy. Na widok kobiety rozmawiającej z technikiem miał ochotę zrobić w tył zwrot. – Dobry wieczór, pani prokurator – rzucił, starając się, by zabrzmiało to uprzejmie.

– Dobry wieczór, komisarzu, niezła jatka – odparła tonem znawcy Zyta Milewska.

– Chętnie zobaczę, jak będzie rzygać podczas sekcji – mruknęła za plecami kolegi Gniewosz. – Nie znoszę tej nadętej, nadgorliwej baby, że też musiała nam się trafić!

– Znamy dane ofiary? – spytał komisarz, kryjąc uśmiech.

– Jakub Drzewiecki, policjant z drogówki. – Technik podał mu zabezpieczone folią dokumenty.

– Glina? – W głosie Moniki zabrzmiało zdziwienie. – Jak zginął?

– Prawdopodobnie dostał nożem.

– Prawdopodobnie?

– Brak narzędzia. Szukamy.

– Sergiusza nie ma? – zainteresował się Tomczyk, posyłając spojrzenie w stronę pochylonej nad zwłokami lekarki sądowej.

– Jest doktor Żukowska – poinformowała go prokurator. – Co mnie bardzo cieszy, nie tylko ze względu na jej kompetencje, lecz również na poziom, jaki sobą reprezentuje. Z tym waszym Kotem trudno się dogadać.

– Naprawdę? – Sławek omal nie parsknął śmiechem, wyobraziwszy sobie, jak zareagowałaby Agata, słysząc słowa krytyki pod adresem jej ulubionego medyka płynące z ust urzędniczki państwowej.

– W rzeczy samej, komisarzu – potwierdziła z kwaśną miną Milewska. – No, ale już koniec pogaduszek, bierzmy się do roboty – zaordynowała. – Trzeba przesłuchać gapiów, może ktoś coś widział przez okno. A, i karać mandatem każdego, kto trzyma w ręku komórkę. Nie przyjmować żadnych tłumaczeń, nie chcę później słyszeć, że jakieś nagranie albo zdjęcie wyciekło do sieci.

– Zdecydowanie wolę sytuacje, gdy prokuratorowi nie chce się przyjechać na miejsce zdarzenia i tylko oczekuje raportowania czynności – skwitował Sławek, odchodząc wraz z Gniewosz w stronę mężczyzny, który stał w towarzystwie mundurowego z patrolu. – Nie masz wrażenia, że ona traktuje nas jak dzieci z przedszkola?

– Taaa. – Policjantka odgarnęła z twarzy potargane przez wiatr włosy. – Najgorsze jest to, że gówno się zna na tej robocie, a poucza każdego, jakby wszystkie rozumy zjadła.

– Ostatni raz współpracowałem z nią parę lat temu. Mieliśmy zwłoki w zamkniętym od środka mieszkaniu i przyznaję, że po rozwiązaniu sprawy stanęła na wysokości zadania i wykazała się niespotykaną u niej empatią wobec sprawcy.

– A to nie ona kiedyś wpakowała Agatę do aresztu?

– Owszem – mruknął Tomczyk i chcąc nie chcąc, pomyślał o podkomisarzu Kalickim, który bardzo się do tego przyczynił. Od tamtego zdarzenia minęło trochę czasu i Sławek nie miał pojęcia, czy do Moniki, która przyszła do wydziału po odejściu Grzegorza, dotarły wieści o tym, jak Górska publicznie spoliczkowała swojego prześladowcę. – Dobrze, zacznijmy od faceta, który znalazł zwłoki – zaproponował i rozejrzał się po okolicy. – Na słupie jest kamera, trzeba będzie ściągnąć nagranie. I pogrzebać w okolicznych śmietnikach, może sprawca wyrzucił tam nóż. Trudno mi uwierzyć, że uciekał z pokrwawionym narzędziem, ryzykując, że ktoś go zobaczy i zapamięta.

– Okej, pogadaj ze świadkiem, a ja zorganizuję resztę.ROZDZIAŁ 2

Stojąc w ciemnościach przy parapecie, Grażyna obserwowała człowieka krążącego w pobliżu placu parkingowego i spoglądającego w kierunku osiedlowej alei. Niebawem z tamtej strony nadjechał radiowóz, z którego wysiadło dwóch funkcjonariuszy. Mężczyzna podszedł do nich szybkim krokiem i zaczął coś relacjonować, obrazując swoje słowa gestami. W świetle latarni kobieta rozpoznała sąsiada z parteru. Wkrótce przyjechała karetka pogotowia, a za nią kilka innych samochodów. Zaroiło się od ludzi, którzy odseparowali część terenu z autami, zapalili reflektory i ustawili parawan chroniący miejsce zdarzenia przed wścibskimi spojrzeniami gapiów powoli gromadzących się za otaczającą je taśmą.

Drżąc z zimna i strachu, Grażyna zamknęła okno, zasunęła zasłony i poszła wziąć prysznic. Ubranie włożyła do pojemnika na brudną bieliznę i stanęła za ścianą oddzielającą natrysk od reszty pomieszczenia. Odkręciła wodę, usiadła w wyłożonym kwadratowymi płytkami brodziku i podciągnęła kolana pod brodę. Zachowując czujność, tkwiła nieruchomo pod strugami gorącej wody, te zaś spadając na jej plecy i kark, rozgrzewały skórę i przepędzały dreszcze, które wstrząsały nią jak uderzenia prądu. Gdy łazienkę wypełniły kłęby białej mgły, zakręciła wodę i owinęła ciało grubym ręcznikiem. Wsunęła bose stopy w kapcie frotté. Przetarła dłonią zaparowane lustro, odgarnęła z czoła mokry lok, starła kroplę wody z nosa. Bez makijażu siniak na policzku był wciąż widoczny, podobnie jak rozcięcie skóry na wardze, które w ciągu dnia po zamaskowaniu kosmetykami z powodzeniem udawało opryszczkę. Grażyna poruszała nadgarstkiem i stwierdziła zwiększenie zakresu ruchu, co było znakiem, że idzie ku lepszemu. Wytarła i wysuszyła włosy, wklepała w twarz trochę kremu z witaminami. Włożyła nocną koszulę i w drodze do sypialni jeszcze raz sprawdziła widok za oknem.

Długo leżała w łóżku z zamkniętymi oczami, przewracając się z boku na bok, podciągała kołdrę do podbródka, by po chwili zrzucić ją z ramion, a gdy wreszcie wpadła w objęcia Morfeusza, dźwięk dzwonka wybił ją z płytkiego snu i postawił w gotowości wszystkie jej zmysły. Grażyna zerwała się na równe nogi, włożyła szlafrok, w przedpokoju wygładziła włosy.

– Kto tam? – spytała z bijącym sercem, patrząc przez wizjer, zdziwiona, że intruzi stojący na korytarzu pokonali przeszkodę w postaci domofonu. Pewnie jak zwykle ktoś zostawił niedomknięte drzwi, pomyślała ze złością, albo gdy sam wchodził, wpuścił ich do środka, niepomny, że pozwalając, by obcy kręcili się po klatce schodowej, naraża na niebezpieczeństwo innych lokatorów.

– Policja. – Mężczyzna towarzyszący kobiecie pokazał odznakę. – Komisarz Tomczyk, podkomisarz Gniewosz, proszę otworzyć.

– Policja? – powtórzyła kobieta drżącymi wargami, nie odrywając oka od widoku po drugiej stronie. – O tej porze? – szepnęła do siebie. Wychodząc w pośpiechu z sypialni, nie spojrzała na zegar, ale pamiętała, o której kładła się do łóżka. – W jakiej sprawie? – spytała głośno.

– Czy tutaj mieszka Jakub Drzewiecki? – zabrzmiało pytanie.

– Tak. To mój mąż.

– Pani Grażyna Drzewiecka? Proszę nas wpuścić – powtórzył śledczy. – Przecież nie będziemy rozmawiać na klatce schodowej. Chyba nie chce pani, żeby sąsiedzi…

– Proszę. – Zanim dokończył, z niechęcią przekręciła zamek, czując, że nie ma wyjścia. – O co chodzi? – Mocniej otuliła się podomką. – Jest bardzo późno.

– Może najpierw gdzieś usiądziemy – zaproponowała Gniewosz.

– Ale… – zaczęła Drzewiecka, lecz umilkła, widząc nieustępliwość na twarzy policjantki. – W takim razie… Proszę tutaj. – Ruszyła pierwsza do dużego pokoju i zapaliła światło. Wysunęła krzesło zza stołu, nieproszeni goście zajęli miejsca naprzeciwko. – Czy coś się stało? – spytała, próbując zapanować nad drżeniem głosu, i objęła się ramionami. – Mój mąż też pracuje w policji. To nie jest normalna sytuacja, że… Nie mogli państwo poczekać do jutra?

– Gdyby tak było, nie zakłócalibyśmy pani spokoju – odparł komisarz Tomczyk. – Bardzo nam przykro, pani mąż nie żyje.

– Słucham? – Grażyna otworzyła szeroko oczy. – Nie rozumiem. Kuba jest w pracy. Co prawda nie wrócił jeszcze z dzisiejszej zmiany, ale często tak się zdarzało, że coś mu nagle wypadło i… – Urwała.

– Jakub Drzewiecki został zamordowany – wyjaśnił policjant, a jego głos brzmiał jak zza grubej ściany. – Proszę pani, wszystko w porządku? Może chce pani trochę wody albo…

– Nie, nie. Już dobrze. Po prostu… Nie mogę w to uwierzyć. Co… Jak to się stało? Na służbie?

– Po pracy, w pobliżu państwa bloku.

– Chcą państwo powiedzieć, że Jakub zginął pod własnymi oknami? – Grażyna mocniej zacisnęła pasek szlafroka.

– Jeśli wychodzą na plac parkingowy, można tak to ująć. Ktoś zaatakował pani męża kilkanaście metrów od samochodu. Auto było zamknięte, alarm włączony, a kluczyki w kieszeni. Szedł do domu, gdy to się stało.

– Jak… W jaki sposób? – wyjąkała.

– Dostał dwa ciosy nożem.

– Napad rabunkowy? Chodziło o pieniądze?

– Nie sądzimy. Pani mąż miał przy sobie portfel z gotówką i kartą płatniczą, a także telefon.

Drzewiecka oparła łokcie na blacie i ukryła twarz w dłoniach. Starała się spokojnie oddychać, żeby powstrzymać wybuch histerycznego śmiechu, który wzbierał w jej gardle. Policjanci przypisaliby go pewnie szokowi na wieść o tragicznej śmierci męża, lecz ona wiedziała, że uczucia, które zalały ją jak spienione morze podczas sztormu, biorą początek z innego źródła.

– Wiemy, że to dla pani trudne. – Pałeczkę przejęła podkomisarz Gniewosz. – I jest już późno. Jednak chcielibyśmy zadać pani kilka pytań.

– Proszę. – Grażyna opuściła ręce na kolana. – Ale nie wiem, czy będę mogła pomóc.

– Zobaczymy. Kiedy ostatni raz widziała pani męża?

– Rano, gdy wychodził do pracy. – Świeżo upieczona wdowa nabrała powietrza do płuc.

– Kontaktował się z panią w ciągu dnia?

– Zadzwonił pod koniec zmiany z informacją, że ma wezwanie do wypadku i nie wie, ile to potrwa. Rzadko wracał punktualnie do domu – odparła, czując, że odzyskuje kontrolę nad sobą.

– Czy mąż miał jakieś kłopoty, coś go martwiło?

– Raczej nie, ale Jakub nie jest… nie był wylewny, a już na pewno unikał tematów związanych z pracą. Czasem opowiedział o jakiejś kraksie albo o zachowaniu zatrzymanego kierowcy, takie ciekawostki po prostu – wyjaśniła.

– Jakim byli państwo małżeństwem? – spytała policjantka, omiatając twarz Grażyny uważnym spojrzeniem.

– Normalnym. – Drzewiecka uciekła na chwilę wzrokiem. – Niczym się nie wyróżnialiśmy.

– Mieli państwo problemy?

– Raczej nie. – Skubnęła nitkę wystającą ze szlafroka, potem drugą. Naciągnęła rękawy na nadgarstki.

– Raczej?

– Pani komisarz, każdy ma czasem kłopoty, są różnice zdań, ludzie się sprzeczają i tak dalej. Życie!

– Mają państwo dzieci?

– Nie. – Grażyna nie przewidziała tego pytania. Pozbawiło ją tchu jak uderzenie pięścią w brzuch, gdy się nie zdąży napiąć mięśni. Ból zalał jej trzewia, przebił ostrzem serce, ścisnął za gardło, dotarł do twarzy. Kobieta drgnęła, skuliła się w sobie i dotknęła szyi.

– Dobrze się pani czuje? – spytała podkomisarz Gniewosz.

– Tak, tak, po prostu… Ta wiadomość… Nie mogę uwierzyć, że Kuba nie żyje. – Drżąc od chłodu, spojrzała w kierunku okien. Wszystkie były zamknięte. To nerwy, pomyślała i poprosiła: – Czy moglibyśmy dokończyć jutro?

– Jeszcze tylko kilka pytań – obiecała policjantka. – W spodniach, które miał na sobie pani mąż, znaleźliśmy zabawkę.

– Zabawkę?

– Figurkę Lego, pewnie z jakiegoś zestawu. – Śledcza położyła przed nią zabezpieczony folią przedmiot.

– Mogę? – Grażyna wyciągnęła rękę i uzyskawszy zgodę, kilkakrotnie obróciła w dłoniach znalezisko. – Jeżeli chcą mnie państwo spytać, czy wiem, skąd się to wzięło w kieszeni Jakuba, od razu mówię, że nie mam pojęcia. – Zmrużyła oczy, usiłując dostrzec więcej detali. – To chyba któryś z superbohaterów? Nie jestem pewna, w każdym razie wygląda na przedmiot pożądania kilkulatka, a w naszej rodzinie i wśród znajomych brak jest osób, które mają córkę lub syna w tym wieku – powiedziała spokojnym tonem. – Chyba że…

– Tak?

– Chyba że chodzi o dziecko kogoś, z kim Kuba… się spotykał – wyartykułowała z trudem.

– Podejrzewa pani, że mąż panią zdradzał?

– Nie wiem, nic na to nie wskazywało, ale doświadczenie innych podpowiada, że żona zawsze dowiaduje się na końcu. – Grażyna rozmasowała skronie. – Przepraszam, bardzo boli mnie głowa, jestem zmęczona, chciałabym przespać się kilka godzin.

– Dobrze. – Komisarz Tomczyk wymienił spojrzenia z koleżanką. – Proszę jutro zgłosić się do nas na komendę. Chcemy panią oficjalnie przesłuchać. – Położył na stole biały kartonik. – Mój numer na wszelki wypadek.

– Na pewno przyjdę – obiecała Drzewiecka i odprowadziła śledczych do przedpokoju.

Zaryglowawszy za nimi drzwi, stała przez długą chwilę w bezruchu, oparta o ścianę, próbując w pełni pojąć to, co się wydarzyło. Później podeszła do okna, by zobaczyć, jak para policjantów wsiada do samochodu i odjeżdża sprzed bloku. Drżąc z emocji, Grażyna włączyła czajnik i zaparzyła herbatę. Siedząc w łóżku owinięta kołdrą, popijała gorący napój z miodem i cytryną i wpatrywała się w martwą naturę wiszącą nad komodą przy wejściu do sypialni. Nie widziała jednak kompozycji złożonej z pękatego dzbanka i wysypujących się z kosza owoców; przed jej oczami przewijały się kadry z życia z Jakubem.

***

– To był długi dzień – powiedział Tomczyk, gdy ruszyli Egipską w stronę Trasy Łazienkowskiej. – Odwiozę cię do domu. – Po kilkunastogodzinnej służbie marzył tylko o tym, żeby wziąć gorący prysznic, paść na łóżko i przytulić się do pleców Agaty, która pewnie spała o tej porze.

– Dzięki – odpowiedziała Monika, patrząc na wyświetlacz komórki.

– Wszystko porządku?

– Tak. Mam nadzieję, że młoda już pod kołdrą.

– Co sądzisz o Drzewieckiej? – spytał po kilku minutach, gdy sunęli bez przeszkód przez uśpione miasto.

– Miała siniaka na policzku – odparła Gniewosz.

– Siniaka? Nie zauważyłem – powiedział Sławek i przypomniał sobie przekomarzanki z Agatą, gdy próbowała mu dowieść, że jest mało spostrzegawczy.

– I gojącą się wargę.

– Sugerujesz, że mąż ją bił? – Tomczyk zacisnął szczęki.

– Nie wiem, równie dobrze mogła uderzyć się o szafkę w kuchni. – Monika potarła czubek nosa. – Myślę jednak, że ją bił, chociaż nie mogę teraz tego udowodnić. Przeczucie. Poza tym wzmianka o dzieciach wytrąciła ją z równowagi… Drażliwa kwestia.

– Tak, to zauważyłem – przyznał Sławek. – Trzeba będzie przyjrzeć się jej małżeństwu – dodał i kolejny raz tego wieczoru wspomniał zabójstwo mężczyzny zamkniętego w mieszkaniu na wewnętrzną zasuwę. Agata była wtedy w zaawansowanej ciąży, za kilka dni mieli jechać na urlop i bardzo im zależało, żeby dopaść sprawcę, zanim szef pokrzyżuje im plany wypoczynku. Tomczyk streścił koleżance przebieg śledztwa i dodał na zakończenie: – W toku czynności wyszło na jaw, że denat stosował przemoc psychiczną wobec członków rodziny. Zaczął również podnosić na nich rękę.

– Jeśli Drzewiecki maltretował żonę, miała motyw – odparła Gniewosz, patrząc w ciemność przez boczną szybę.

– Teoretycznie tak – zgodził się Sławek. – Równie dobrze to może być coś związanego ze służbą albo prywatne porachunki, przepychanka, która zakończyła się tragicznie – dodał, zjeżdżając z Trasy Łazienkowskiej na prawy pas prowadzący do Alej Ujazdowskich. – Mało to było takich zdarzeń? Zwłaszcza z użyciem noża?

– Pogadajmy jutro – zaproponowała Monika, masując mięśnie karku. – Jestem okropnie zmęczona, już nic do mnie nie dociera.

– W porządku. Gdzie się zatrzymać? – spytał Tomczyk, dojeżdżając do placu Na Rozdrożu.

– O, tutaj właśnie, nie ma sensu, żebyś jechał dookoła. Zero ruchu. – Policjantka poczekała, aż kolega zahamuje, i skinęła mu ręką na pożegnanie.

Sławek wysiadł z auta, by odprowadzić ją wzrokiem, patrzył, jak przebiega na drugą stronę, wchodzi w aleję Wyzwolenia i kieruje kroki do najbliższego budynku. Wtedy dopiero ruszył na Odyńca i po dziesięciu minutach już parkował w pobliżu swojego bloku. W oknach było ciemno, więc wszedł po cichu i wahał się przez moment, czy nie zjeść paru kanapek, jednak zmęczenie pokonało głód. Tomczyk wziął szybki prysznic, zajrzał do pokoju dzieci i poszedł do sypialni. Wślizgnął się pod kołdrę, następnie przylgnął do pleców Agaty, tak jak to sobie wcześniej wyobrażał. Objął ją ramieniem, wtulił twarz w jej włosy i wciągnął w nozdrza zapach karmelu i pomarańczy, ten sam, który poczuł, gdy tańczyli ze sobą pierwszy raz na sylwestrowej domówce w jego mieszkaniu. Uniósł kąciki ust w uśmiechu, wspomniawszy, jak chciał się z nią kochać po wyjściu gości, lecz przeszkodziła im Kinga, która wróciła wcześniej z własnej, nieudanej zabawy.

Sławek włożył rękę pod piżamę Agaty, musnął rozgrzaną snem skórę, pieszczotliwym gestem pogładził jej plecy, następnie brzuch, po czym jego dłoń powędrowała wyżej, by znieruchomieć na wypukłości piersi. Górska zareagowała na pieszczotę, odwracając się do mężczyzny i szepcząc tuż przy jego wargach:

– Myślałam, że jesteś zmęczony.

– Nie na tyle, żeby nie skorzystać z szansy. – Uśmiechając się, Tomczyk oddał pocałunek. – Od kilku lat nasze życie seksualne to nieustanne łapanie okazji. – Wsunął kolano między jej uda.

– Poczekaj. – Agata wstała, przekręciła zamek w drzwiach sypialni, zdjęła piżamę. Naga wróciła w objęcia Sławka i poddała się jego ustom i dłoniom.

***

Wróciwszy z drugiej zmiany o czasie, co nie zdarzało się zbyt często, Kinga na chwilę stanęła w drzwiach i z uczuciem radości powiodła spojrzeniem po wynajmowanym od dwóch miesięcy lokum. Był to pokój z aneksem kuchennym i łazienką oraz dodatkowym wejściem od strony podwórka, dającym posterunkowej więcej swobody i prywatności, niż mieli pozostali lokatorzy domu na ulicy Krasickiego. Kiedyś to miejsce zajmowała Justyna, przyjaciółka Agaty, zanim wyjechała na stałe do Francji. Usłyszawszy od Górskiej, że Kinga planuje wyprowadzkę od rodziców, by zyskać więcej samodzielności, poleciła dziewczynę właścicielowi posesji. Świeżo upieczona policjantka uwielbiała to mikroskopijne mieszkanie ze skrawkiem zieleni na zewnątrz i była wdzięczna Justynie za pomoc.

Teraz, zanurzona w pachnącej ziołami pianie, oparta o nadmuchiwany zagłówek, próbowała skupić się na lekturze reportażu o sektach. Mimo że jego treść była zajmująca, dziewczynę pokonało zmęczenie. Długie godziny spędzone na interwencjach ulicznych i domowych, ciągłe napięcie i pilnowanie, by mieć oczy dookoła głowy, sprawiły, że Kindze zaczęły opadać powieki i tylko cudem zdołała złapać wysuwającą się z jej rąk książkę, ratując ją przed kąpielą. Owinęła się więc puchatym ręcznikiem, potem przebrała w piżamę i pościeliła łóżko, jednak gdy zanurkowała pod kołdrę, sen uleciał. Siostra Sławka leżała w ciemnościach, a przed jej otwartymi oczami przewijały się kadry zdarzeń z przeszłości, które doprowadziły ją do punktu, w którym była obecnie.

Kilka miesięcy po koszmarze swojego życia zdała maturę i postanowiła studiować psychologię. Liczyła, że zajęcia na wybranym kierunku pomogą jej uporządkować chaos panujący w umyśle i sercu, a zdobyta wiedza ułatwi zrozumienie nie tylko mechanizmów działania sprawców, lecz także postępowania osób takich jak ona, przyszłych ofiar uprowadzenia przez handlarzy ludźmi. Innymi słowy chciała pojąć, co zrobiła nie tak, w jaki sposób dała się uwieść, co spowodowało, że tak łatwo zaufała komuś, kogo nie znała zbyt dobrze. Chciała poznać wykorzystywane przez przestępców techniki manipulacji, żeby w przyszłości móc ratować inne dziewczyny.

Rozmyślała nad podjęciem pracy w którejś z organizacji typu La Strada, żeby zostać ogniwem w łańcuchu ludzi, którzy zawodowo trudnią się zwalczaniem niewolnictwa seksualnego. Skonkretyzowała plany, gdy pewnego wieczoru trafiła w telewizji na program dokumentalny z udziałem policjantów, którzy opowiadali o rozbiciu kolejnej szajki bandytów uprowadzających młode kobiety, by je sprzedać do domów publicznych. Emisję reportażu uznała za odpowiedź na pytanie o wybór drogi. Poczuła, że stając się kimś takim jak komisarz Franciszek Osa, będzie mogła robić dokładnie to, czego pragnie. Połowę nocy spędziła w łóżku z laptopem, czytając fora internetowe na temat policji i komentarze użytkowników piszących o długiej, zawiłej procedurze i ostrej selekcji. Ich wypowiedzi nie tylko nie pokazywały światła w tunelu, lecz przeciwnie, zniechęcały, budziły popłoch. Jednak nie w Kindze, która po lekturze mruknęła pod nosem:

– Nikt nie mówił, że będzie łatwo.

W ślad za konkluzją poszło postanowienie, że musi się przyłożyć, jeśli chce wygrać.

Po obronie pracy magisterskiej i krótkich wakacjach znalazła zatrudnienie w ośrodku pomocy społecznej i zapoznała się z zasadami rekrutacji chętnych do pracy w policji. Sprawdziła datę pierwszego egzaminu – testu sprawności fizycznej – i złożyła dokumenty pod wskazanym w ogłoszeniu adresem. W dziale kadr dostała informację, że może korzystać trzy razy w tygodniu z zajęć w sali do ćwiczeń, żeby przygotować się do sprawdzianu. Kończyła pracę o siedemnastej trzydzieści i często musiała zostawać po godzinach, więc w miarę zbliżania się do domu nabierała coraz więcej wątpliwości, czy da radę, nazajutrz jednak postanowiła, że nie zrezygnuje, choćby mieli ją zwolnić. Wymyśliła historię o nagle wykrytej wadzie kręgosłupa, która zaprowadzi ją na stół operacyjny, jeśli nie podejmie natychmiastowej, intensywnej rehabilitacji. Przełożona, mając w perspektywie pracownicę na półrocznym zwolnieniu lekarskim po interwencji chirurgicznej, z niechęcią zgodziła się na jej wychodzenie przed czasem.

Rozmyślania przerwał dochodzący zza okien krzyk kobiety. Kinga, poderwawszy się z łóżka, przycisnęła nos do szyby, następnie włożyła na piżamę spodnie dresowe i bluzę. Wybiegła przez ogród na Krasickiego i powiodła wzrokiem po okolicy, próbując coś zobaczyć. Przeszła kilkanaście metrów w jednym kierunku, później w drugim, nasłuchiwała przez chwilę. Już miała wrócić do domu, gdy nagle dotarły do niej odgłosy kłótni i tupot nóg. Zza rogu wyszła szarpiąca się para. Młoda kobieta odepchnęła napastnika i pobiegła w stronę Kingi, stojącej poza zasięgiem światła latarni. W butach na obcasach nie miała szansy umknąć przed agresorem, który w kilku susach pokonał dzielący ich dystans i już wyciągał rękę, by dosięgnąć opadających na plecy loków swojej ofiary. Posterunkowa wyłoniła się z ciemności i wysunęła nogę. Dwudziestoparolatek przekoziołkował po chodniku, wyrzucając z siebie wymyślne przekleństwa. Zanim się pozbierał, Kinga przygniotła go kolanem i unieruchomiła, a gdy zaczął wierzgać, podsunęła mu odznakę pod zakrwawiony nos. Zerknęła w stronę ulicy, lecz po długowłosej nie było śladu, wylegitymowała więc typa i dopiero wtedy pozwoliła, by wstał.

– Ciesz się, że nie wezwałam patrolu – powiedziała, zapamiętując dane z dowodu tożsamości. – Wynocha stąd i trzymaj łapy przy sobie, bo ci je następnym razem połamię.

Czekała, aż zniknie jej z pola widzenia, a potem wróciła do mieszkania z poczuciem spełnionej misji. Uratowała kolejną dziewczynę.

Ciąg dalszy w wersji pełnej
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: